Perłowoszara ziemia, ani krzty zieleni trawy. Malutkie niebieskie kwiaty, kiwające się na cieniutkich jak nitka łodyżkach koloru białego. Horyzont spowity mgłą, niczym pajęczyną. Niebo idealnie białe. I dal, nie pokazująca niczego nowego. Niczym szara pustynia.
Szepczesz - gdzie jestem?
Nagle jakieś ciepło wdziera się niepostrzeżenie do atmosfery. Wszechogarniające. Niebo zaczyna ciemnieć. Odpływa mgła. Niebo robi się niebieskie. Ciepło coraz bardziej nadpływa. Język zwija się w rurkę.
-Noc - zagrzmiało coś. Nie był to głos człowieka. Kładziesz się na ziemi, ciepłej niczym promienie Słońca. Śpisz.
Poranek. Biały jak śnieg. Szary jak skała. Budzisz się. Czujesz głód. Patrzysz. Nic nie ma? Jest. Proszek. Wczoraj go nie było. Pochylasz się. Wąchasz. Nie rozumiesz. To nie śmierdzi ani nie pachnie. Po prostu... posiada zapach. Zapach, nic więcej. Dziwisz się. Nie potrafisz określić, co to jest. Bierzesz do ręki. W dotyku jest jak... nicość. Jak idealnie gładka powierzchnia. Nie jak prawdziwy proszek. Co to?
W końcu dotykasz końcem języka. To ani cukier, ani sól, ani kaszka manna. Ani nic innego. To ma nieokreślony smak. Ni gorzki, ni słodki, ni ostry. Lecz miły dla podniebienia.
Zaczynasz jeść. Natychmiast zaspokajasz głód. Czujesz się lekki, szczęśliwy. Dokańczasz posiłek i zaczynasz biec przed siebie. Nie zauważasz, że twoje stopy unoszą się leciutko nad ziemią. Ciągle jest tak samo i tak samo. Krajobraz się nie zmienia. Biegniesz tak długi czas. Zapada ciemność. Zwalniasz. Znowu słychać grzmot; Noc. Kładziesz się. Rano znów znajdujesz proszek. Tak każdego dnia. Życie toczy się dalej. Nie myślisz o sensie życia. Chcesz się tak wspaniale czuć całą wieczność. Zapominasz o wszystkim. Lecz pewnego dnia Twój spokój i szczęście zostają naruszone.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz